News

13.06.2017

9 czerwca odbyła się ceremonia wręczenia Nagród im. Benedykta Polaka w Archikolegiacie w Tumie koło Łęczycy.
Laureatami nagrody zostali nestor polskiej archeologii prof. Jerzy Gąssowski oraz amerykański astronom i historyk nauki prof. Owen Gingerich. Wyróżnienia honorowe otrzymali Małgorzata Wojtaczka i Tomasz Mazur, etnolog, podróżnik i pisarz, autor wnikliwej analizy indyjskiej kultury.

Ustanowiona w 2014 r. nagroda przez przedstawicieli Oddziału Polskiego The Explorers Club, Towarzystwa Naukowego Warszawskiego, Gminy Miejskiej Łęczyca oraz Starostwa Powiatu Łęczyckiego, przyznawana jest dorocznie dwóm osobom: obywatelowi polskiemu oraz obcokrajowcowi, zasłużonemu we współpracy z badaczami polskimi, „za ich wybitne osiągnięcia eksploracyjne i badawcze na Ziemi, w morzu, w powietrzu i kosmosie”.

Patronem nagrody jest zakonnik franciszkański Benedykt Polak, który w latach 1245 – 1247, wraz z włoskim mnichem Giovannim da Pian del Carpine, odbył poselstwo w imieniu papieża Innocentego IV do chana Mongołów. Po powrocie wysłannicy ci przekazali pierwszy w Europie opis ówczesnego imperium mongolskiego, wyprzedzający o ponad pół wieku słynne „Opisanie Świata” Marco Polo. Wybór Łęczycy, jako siedziby Kapituły Nagrody i Archikolegiaty w Tumie Łęczycą jako miejsca wręczania nagród nie jest przypadkowy, to właśnie stąd w 1245 r., zaopatrzeni przez Księcia Konrada I Mazowieckiego, emisariusze rozpoczęli swoją wyprawę.

 

 

 

31.05.2017

31 maja w Centrum Konferencyjnym Legia Warszawa odbył się KONGRES INSPIRACJI zorganizowany
przez Instytut Marka Kamińskiego.  Jednym z zaproszonych gości była Małgorzata Wojtaczka…

Dziękujemy Markowi Kamińskiemu i jego zespołowi za
zaproszenie i organizację tak inspirującej imprezy!

 

28.05.2017

W środę, 31 maja, w Warszawie odbędzie się Kongres Inspiracji- Discover The World&Yourself. Spotkanie z ludźmi, którzy inspirują swoimi opowieściami o niebanalnym odkrywaniu świata i siebie. Wystąpią: Marek Kamiński, Piotr Voelkel, Zuzanna Skalska, Weronika Mliczewska, Andrzej Bargiel, Małgorzata Wojtaczka oraz Krzysztof Wróbel

Zapraszamy!

31 maja 2017
Centrum Konferencyjne Stadion Legii
Warszawa

https://eventory.cc/event/discover-the-world-yourself

 

19.05.2017

W dniach 19-21 maja na terenie pięknej Ziemi Lubaczowskiej odbył się I Ogólnopolski Festiwal Questingu.

Dziękujemy gospodarzom i organizatorom za wspaniałą gościnę w Basznii Dolnej, Starym Dzikowie, gminie Lubaczów i w Horyńcu – Zdroju.

Do zobaczenia…

http://www.mbp.lubaczow.pl/spotkanie-malgorzata-wojtaczka/

http://outdoormagazyn.pl/…/turystyczni-rekordzisci-goscmi-…/

 

 

15.05.2017

Jutro, WE WTOREK 16 maja opowieści o Wyprawie na Biegun Południowy w Miejskiej Bibliotece Publicznej w Kędzierzynie-Koźlu.

Zapraszam!

16 maja, od godziny 17.00
Miejska Biblioteka Publiczna w Kędzierzynie-Koźlu
Rynek 3

www.mbpkk.pl/klub-podroznika/2017/04/28/samotnie-na-biegun,-czyli-pierwsza-polka-na-biegunie-poludniowym-spotkanie-z-malgorzata-wojtaczka/

 

12.05.2017

Dla tych, którzy nie mogli wysłuchać audycji „na żywo”:

Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia
prezentuje reportaż radiowy Magdy Skawińskiej
pt. „Antarktyda jest ciszą” o wyprawie
Małgorzaty Wojtaczki na Biegun Południowy.
W audycji autorka wykorzystała fragmenty relacji z treningów
oraz z wyprawy Małgorzaty Wojtaczki nadawane bezpośrednio z Antarktydy.

Poniżej bezpośredni link do archiwum.
POSŁUCHAJ:

 

http://www.polskieradio.pl/80/1007/Artykul/1764083,Antarktyd
Gocha i pulki_z lotu ptaka_ALE_listopad 2016


11.05.2017

„ANTARKTYDA JEST CISZĄ” – radiowa „jedynka” 12 maja 2017.

 

Studio Reportażu i Dokumentu Polskiego Radia zaprasza w

piątek – 12 maja po godzinie 21ej – w Programie 1 na

reportaż Magdaleny Skawińskiej pt. „Antarktyda jest ciszą” –

o wyprawie pani Małgorzaty Wojtaczki na Biegun Południowy.

 

W audycji przedstawiono unikalne relacje z treningów

Małgorzaty w Europie i w Ameryce Południowej oraz późniejsze

z wyprawy SamotnieNaBiegun.pl – nagrywane na Antarktydzie.

http://reportaz.polskieradio.pl



27.04.2017

We wtorek, 9 maja we Wrocławiu na otwartym dla wszystkich chętnych spotkaniu

Jachtklubu Wrocław można będzie posłuchać opowiadania o 69 dniach marszu do bieguna południowego.

Samotnie i bez wsparcia.

Opowiada oczywiście Gocha Wojtaczka

 

Wtorek, 9 maja w godzinach 18:30 – 21:00

Biblioteka Turystyczna ul.Szewska 78 D, Wrocław

 

18.04.2017

W trakcie Świąt Wielkanocnych ukazały się nowe artykuły:
W Wirtualnej Polsce artykuł Kamila Kołsuta: „Nie spotkała żywej duszy, tylko morskie potwory. Polka samotnie zdobyła biegun.”

http://magazyn.wp.pl/artykul/nie-spotkala-zywej-duszy-tylko-morskie-potwory-polka-samotnie-zdobyla-biegun

W Polska Times:”Biegun jest jak magnes.” Anny Olejniczak:
http://www.polskatimes.pl/…/malgorzata-wojtaczka-biegun-je…/

 

14.04.2017

Życzę wszystkim Wesołych i Zdrowych Świąt Wielkiej Nocy, smacznego jajka i mokrego śmigusa-dyngusa! Niech spełniają się Wasze marzenia tak jak spełnił się mój samotny biegun.

Po powrocie spadło na mnie tyle nowych obowiązków, których wcześniej nie przewidziałam, że dopiero zaczynam mieć odrobinę czasu na wysyłanie upominków związanych z Waszą nieocenioną pomocą na Wspieram to. Wczoraj odebrałam kartoniki i w trakcie Świąt będę pakowała do nich maskotki pingwinki. Kubeczki, kartki też są już gotowe. Niestety proces powstawania kalendarzy jest trochę dłuższy i będą gotowe dopiero za około miesiąc.

Proszę Was bardzo o odrobinę cierpliwości. Myślę o Was bardzo ciepło i ściskam serdecznie.
Gocha

 

28.03.2017

Weekend w TORUNIU.

 

O samotnym marszu do Bieguna Południowego na Antarktydzie będę opowiadać:
– w piątek, 31 marca w Muzeum Podróżników im. Tonego Halika
– w sobotę, 1 kwietnia podczas Extreme Travel Festival

 

SPOTKANIA:

31 MARCA 2017 o godz. 17:00
Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika oddział Muzeum Okręgowe w Toruniu
ul. Franciszkańska 9/11

1 KWIETNIA 2017 o godz. 10:40
Sala Kinowa Centrum Sztuki Współczesnej w Toruniu
ul. Wały Generała Władysława Sikorskiego 13
MIASTO TORUŃ było jedynym miastem wspierającym tą niesamowitą wyprawę.

 

http://www.torun.pl/pl/spotkania-z-malgorzata-wojtaczka

http://lopacinskichswiat.pl/extreme-travel-festival,extreme-travel-festival-2017,program.html

 

 

31.03.2017

KOLOSY 2017 – Spotkania Podróżników, Żeglarzy i Alpinistów, największa w Europie impreza podróżnicza, która każdego marca odbywa się w Gdyni. Fragment prezentacji Gochy z 11 marca.

 

11.03.2017

Kochani,
jesteśmy już po uroczystej gali przyznania nagród za dokonania roku 2016.
Decyzją Kapituły Kolosy trafiły w ręce Małgorzaty Jarmułowicz i Zygmunta Leśniaka, Krzysztofa Starnawskiego, Szymona Kuczyńskiego, Andrzeja Bargiela i moje.
Super Kolos za całokształt dokonań żeglarskich otrzymali Janusz (pośmiertnie) i Joelle Kurbielowie.

http://www.kolosy.pl/index.php/laureaci-kolosow-za-rok-2016

Kategoria mojego Kolosa to wyczyn roku.
Jeszcze raz dziękuję wszystkim, dzięki którym ta wyprawa mogła dojść do skutku.

 

 

 

10.03.2017

KOLOSY 2016

W sobotę, 11.03.2017 – po prelekcji Gochy na dużej sali (od 15:30 do 16:00) Redakcja miesięcznika Poznaj Świat zaprasza na swoje stoisko (w prawym foyer) gdzie można będzie kupić miesięcznik z artykułem o wyprawie Gochy, zrobić pamiątkowe zdjęcie i otrzymać autograf zdobywczyni bieguna południowego.

Spotkania na stoisku w sobotę od 17:30-18:00 oraz od 19:10-19:40.

Adres: Hala Gdynia Arena;  Ul. Kazimierza Górskiego 8, Gdynia.

https://www.poznaj-swiat.pl/artykul,Celem_jest_droga_-_Rozmowa_Magdaleny_Zelazowskiej_z_Malgorzata_Wojtaczka_-_zdobywczynia_bieguna_poludniowego,2410

Pozdrawiamy i do zobaczenia z Gochą na Kolosach.

03.03.2017

W piątek, 3 marca 2017 r. odbyła się ceremonia wręczenia najwyższych polskich trofeów w żeglarstwie morskim – Nagród Honorowych REJS ROKU i SREBRNY SEKSTANT 2016.

Uroczysta gala odbyła się, jak co roku w pierwszy piątek marca, w zabytkowym Dworze Artusa w Gdańsku. W tym roku Jury konkursowe jednogłośnie zdecydowało uhonorować kpt. Szymona Kuczyńskiego za jego żeglarski wyczyn. Serdeczne Gratulacje! Wśród wyróżnionych rejsów Jury doceniło także Piotra Kuźniara za załogową wyprawę „Trawers Shackletona – 100 lat później” na s/y „Selma Expeditions”. Na gali – honorowy dyplom w imieniu kpt. Kuźniara, który obecnie żegluje po wodach Antarktydy, odebrała Małgorzata Wojtaczka wraz załogą. Jednocześnie na spotkaniu w Gdańsku BRACTWO KAPHORNOWCÓW przyznało swojej SIOSTRZE – Małgorzacie Wojtaczce specjalny dyplom z okazji zdobycia jako pierwsza Polka Bieguna Południowego. Wyróżnienie wręczył Grotmaszt Bractwa kpt. jachtowy Cezary Bartosiewicz.

Wyróżnienie nagrody "REJS ROKU i SREBRNY SEKSTANT 2016 za wyprawę "Trawers Shackletona - 100 lat później", fot. Bohdan Sienkiewicz
Wyróżnienie nagrody „REJS ROKU i SREBRNY SEKSTANT 2016 za wyprawę „Trawers Shackletona – 100 lat później”, fot. Bohdan Sienkiewicz

Dyplom - Wyróżnienie Rejs Roku 2016_W im. Armatora Selmy_MW_comp
Gdańsk, 03 marca 2017 r. Wyróżnienie Rejs Roku 2016 w imieniu kpt. Piotra Kuźniara odebrała Małgorzata Wojtaczka wraz z załogą. Od lewej: Małgorzata Wojtaczka, Adam Chełmoński, Marek Kurkierewicz, Radosław Buczek, Witold Małek, Leszek Rychlik. Fot. Bohdan Sienkiewicz

Dyplom dla SIOSTRY Bractwa KAPHORNOWCÓW_comp
Gdańsk, 03 marca 2017 r., fot. Bohdan Sienkiewicz

IMG_9282
Gdańsk, 03 marca 2017 r., fot. Bohdan Sienkiewicz

27.02.2017

Zapraszamy na Spotkanie z Gosią na tegorocznych Kolosach.
Prelekcja Gosi zaplanowana jest w bloku VI 11.03.2017 w godzinach 15:30-16:00
Gdynia Arena, Gdynia, ul. Kazimierza Górskiego 8
DUŻA SALA

Serdecznie zapraszamy!

http://www.kolosy.pl/index.php/aktualnosci/kolosy/kolosy-tuz-tuz

26.02.2017

SamotnieNaBiegun wśród najważniejszych wydarzeń ostatnich 12 miesięcy wg Red Bull
http://www.redbull.com/pl/pl/adventure/stories/1331845711713/12-miesiecy-na-kanale-adventure?linkId=34717357

24.02.2017

Jeśli jeszcze chcecie obejrzeć i posłuchać opowieści z marszu na biegun…
W Dzień Dobry TVN w sobotę 25.02.2017 – między 08:15 a 08:30 Kinga Burzyńska rozmawiała z Gosią Wojtaczką „na żywo” – z Wrocławia. Natomiast stacja radiowa RMF Classic – zaprasza w niedzielę na poranek z Małgorzatą Wojtaczka: 26.02.2017 – między 09:00 i 13:00.
Zapraszamy…
http://dziendobry.tvn.pl/wideo,2064,n/malgorzata-wojtaczka-samotnie-zdobyla-biegun,225015.html

16865047_784298571725827_4786473934192631894_n

13.02.2017

DUŻY FORMAT – dodatek Gazety Wyborczej
Jak się zdobywa biegun południowy? Małgorzata Wojtaczka: 69 dni w bańce mleka
http://wyborcza.pl/duzyformat/7,127290,21353661,jak-sie-zdobywa-biegun-poludniowy-malgorzata-wojtaczka-69.html

11.02.2017

„ANATARKTYCZNE KLIMATY”
Małgorzata Wojtaczka i Piotr Kuźniar we wrocławskim Radiu RAM  obejrzyjcie najnowszą rozmowę o antarktycznych planach i wyprawach Małgorzaty Wojtaczki i Piotra Kuźniara

05.02.2017

Wywiad w Radiu ZET
Radio ZET  i portal radiozet.pl
Małgorzata Wojtaczka – audycja „Życie jak Marzenie” Podsumowanie całej wyprawy podczas spotkania w redakcji Radia ZET, patrona medialnego wyprawy „SamotnieNaBiegun.pl”

Obejrzyj rozmowę Gochy z red. Marzeną Chełminiak

http://www.radiozet.pl/Radio/Programy/Zycie-jak-Marzenie/Wywiad-z-Malgorzata-Wojtaczka-zdobywczynia-Bieguna-Poludniowego-00036408

31.01.2017

31 stycznia 2017, w południe  – po wielogodzinnym locie, najpierw z Antarktydy, a potem z Patagonii – Małgorzata Wojtaczka powróciła do Warszawy. Na Lotnisku Chopina czekała aktywna grupa przyjaciół i dziennikarzy. Gocha trochę zdziwiona, trochę zmęczona, ale bardzo zadowolona z dotarcia do Bieguna Południowego i ukończenia projektu.

Więcej – w poniższej wideo-relacji…

Dziękujemy administracji Lotniska Chopina za pomoc i współpracę podczas organizacji powitania Gochy.
Dziękujemy Gosi za wszystkie wzruszenia, którymi się z nami dzieliła.
Dziękujemy wszystkim Przyjaciołom Gosi za wierne kibicowanie i pomoc w realizacji Projektu.

– Zespół SamotnieNaBiegun.pl

30.01.2017

Ostatni dzień marszu – Gocha dociera do Bieguna Południowego (wideorelacja).

28.01.2017

Punta Arenas.

Kochani
Pozdrawiam Wszystkich z Punta Arenas w Chile, gdzie dotarłam wczoraj nad ranem.
Lot z antarktycznej bazy Union Glacier do Patagonii – dosyć długi, bez niespodzianek, chociaż start z lodowego pasa startowego był trochę emocjonujący.

Teraz odkrywam na nowo uroki cywilizacji i istnienie prysznica z ciepłą wodą . Musze się też przyzwyczaić do robienia herbaty bez uprzedniego topienia śniegu. Nadrabiam deficyt snu, załatwiam formalności i szykuje się już do wylotu do Polski. Powrotny samolot startuje pojutrze – 30 stycznia, około 5ej rano. Lotnisko jest 20 km od miasta. Aby zdążyć muszę wyjechać z hotelu zaraz po 3ciej. Mam trochę nadbagażu.

Muszę się zorganizować, bo jednak kilka lotnisk po drodze jest. No i znowu jest ciemno w nocy, chociaż dnie są tutaj jeszcze bardzo długie…
Zamiast nudzić kolejnymi opisami – przygotowałam dla Was mini foto-reportaż z ostatnich 24 godzin na Antarktydzie. Tak, z Bieguna też 
To już mój ostatni meldunek z podróży. Do zobaczenia w Polsce, już we wtorek… To tylko 14 tys. km Świat wcale nie jest taki duży.
Ciągle nie mogę uwierzyć, że jednak się udało… Łatwo nie było, ale chyba będę tęsknić.

Dziękuję, że trzymaliście kciuki!
GOCHA
reszta podziękowań – osobiście 
GOCHA – Ostatnie 24 godziny na Antarktydzie – FOTOGALERAIA 25 – 26 stycznia 2017
„Fot: Antarctic Logistics & Expeditions (ALE) dla M.Wojtaczka – SamotnieNaBiegun.pl”.

27.01.2017

Punta Arenas – Chile.

Znamy już informacje dotyczące powrotu Małgosi Wojtaczki do Polski.
Przylot planowany jest już w najbliższy wtorek – 31 stycznia w południe samolotem AIR FRANCE z Paryża na lotnisko Chopina. Serdecznie zapraszamy do wspólnego powitania Gosi po jej przylocie do Warszawy.
Razem z Lotniskiem Chopina planujemy małą uroczystość. Ponieważ po ponad dwóch miesiącach samotnego marszu Gosia jest dosyć zmęczona planowane wydarzenie chcemy ograniczyć do krótkiego wystąpienia Gosi , naszej owacji J i wspólnego odśpiewania „Sto lat”.
Dziękujemy Lotnisku Chopina za współpracę.

Zespół SamotnieNaBiegun.pl

#SamotnieNaBiegun #MałgorzataWojtaczka #JesteśmyDumni

Zobaczcie –  ostatnie zdjęcie Gochy na Antarktydzie – wykonane tuż przed odlotem z Union Glacier.

26.01.2017

Baza UNION GLACIER (Anatrctic Logistics & Expeditions – ALE)

Kochani,
Pozdrawiam już z głównego obozu ALE – UNION GLACIER, u stópMount Vinson (najwyższej góry Antarktydy).

Jeśli ktoś nie czytał wcześniejszych meldunków – to informuję, że do Bieguna – DOSZŁAM. (Ja sama w to jeszcze nie do końca wierzę :-)). Zdążyłam, samolot już czekał od kilku godzin. Ale najpierw dano mi odpocząć i poczęstowano śniadaniem (!). Pobyt na Biegunie trwał kilka godzin. Po zwinięciu CAŁEJ reszty bazy sportowej ALE na Biegunie  (Nie mylić z amerykańską Bazą Badawczą Amundsen Scott – „Amundsen-Scott South Pole Stadion” położoną milę dalej, całoroczną, ale nie włączającą się w projekty sportowe) – wsiadłam do samolotu ALE w drogę powrotną na północ. Lot z Bieguna do UNION GLACIER kilku-osobowym samolocikiem trwał ok. 5 godzin. Ani chwilę nie mogłam oderwać oczu od przesuwającej się pode mną widoków, szczególnie Gór Trans-Antarktycznych, których przełęcz mijałam miesiąc wcześniej. Pierwsza część lotu w słońcu. Potem już chmury. Na lodowym pasie bazy wylądowaliśmy
około 3ej rano 26 stycznia – czasu miejscowego (regulowanego wg czasu Chile) – czyli ok. 7ej czasu polskiego

Baza UNION GLACIER też się zwija. Trochę żałuję bo nie ma już łazienek i pryszniców… Wszyscy śpimy w namiotach, ale dalej funkcjonuje namiot jadany… Jedzenia (świeżego! )  nie brakuje 🙂 No i jest wyraźnie cieplej niż na Biegunie. Tylko minus 20 C 🙂
Niestety nie ma tu już centrum komunikacyjnego, dlatego muszę korzystać tylko z własnych nadajników. A te są bardzo wolne i brak energii, bo baterie słoneczne słabo się ładują kiedy niebo znowu całe zachmurzone. Dlatego obiecane zdjęcia wyślę dopiero za dzień/dwa z Chile. Sorry.

Największym luksusem jest na razie – sen, łącznie 4 godziny w ciągu ostatnich 2 dni. Ale także super, że ktoś innygotuje (i to całkiem dobrze).

Planowany powrotny lot z Antarktydy do Punta Arenas w Chile ma nastąpić jeszcze dzisiaj (jeśli pogoda pozwoli). Samolot ALE właśnie przyleciał (jeśli chcecie zobaczyć jak takie lądowanie wygląda zobaczcie film ALE na youtube:
https://www.youtube.com/watch?v=p-QvlbiS5DY

Jeśli wszystko pójdzie dobrze – wylot ma być za kilka godzin i wtedy po pokonaniu ponad 3000 km powinniśmy dotrzeć do Punta Arenas nad cieśniną Magellana około 22ej czasu miejscowego, czyli nad ranem czasu polskiego. Czyli prysznic musi jeszcze chwilę poczekać 🙂

Kochani bardzo dziękuję za tyle smsów, pozdrowień, komentarzy… Na prawdę nie spodziewałam się. Jedno pytanie ciągle się powtarza – więc odpowiadam zbiorowo: Czuję się dobrze. Zadziwiająco, ale chyba udało mi się przejść cała drogą bez poważniejszych awarii ani moich, ani sprzętu. Dziękuję wszystkim, którzy pomagali w organizacji wyprawy. Dopiero teraz widać, jak Wasza bezcenna pomoc okazała się skuteczna. Daliśmy radę. Razem.

Gocha

P.S. Inne najczęstsze pytanie – kiedy będę w Polsce? Pewnie 31 stycznia, we wtorek. Chciałbym jak najszybciej, ale wszystko będziemy wiedzieć dokładnie dopiero w Chile. Na razie jeszcze jestem na Antarktydzie. Pakuję się. Ale tutaj jak wszyscy ciągle powtarzają – wszystko zależy od pogody.

https://www.youtube.com/watch?v=p-QvlbiS5DY
Adventure Network International’s (ALE) Ilyushin 72 landing at the blue ice runway at Union Glacier in Antarctica.

25.01.2017

25.01. 2017. godz. 11:30 UTC (12.30 czasu polskiego)
PILNE!
Właśnie dotarł meldunek na który czekaliśmy wszyscy od 69 dni:
„DOTARŁAM. ZDĄŻYŁAM 🙂 GOCHA”

69 dni temu – 18 listopada 2016, w lodowej zatoczce Hercules Inlet, Gocha rozpoczęła swój samotny marsz na Biegun. Wyprawa planowana na 55-60 dni – wydłużyła się o ok. tydzień. Największym wyzwaniem okazały się wyjątkowe w tym roku opady śniegu, który zakrył szczeliny lodowe i dodatkowo bardzo spowolniał marsz. Cała trasa w linii prostej to 1200 km. Jednak Gocha pokonała co najmniej 100 km więcej, obchodząc szczeliny lodowe i zastrugi (lodowe wydmy), których w tym roku było szczególnie dużo.

Gocha zakończyła swój marsz w ostatnich godzinach aktywności Bazy Antarktycznej ALE (Antarctic Logistics & Expeditions) położonej na Biegunie Południowym.

Zgodnie z planem, po krótkim pobycie na Biegunie, razem z ostatnimi pracownikami bazy zostanie wkrótce przetransportowana lokalnym samolotem terenowym do ALE, centrum „UNION GLACIER” w okolicy Mount Vinson (najwyższej góry Antarktydy). Stamtąd w ciągu doby ma wylecieć specjalnym samolotem transportowym IL 72 do Punta Arenas w Chile. Wszystko zależy od sytuacji pogodowej, która obecnie jest dosyć dobra, jednak okno pogodowe już się zamyka.

Wszystkie wyprawy sportowe na Antarktydzie w sezonie 2016/2017 zostają dzisiaj zamknięte. Nad kontynent nadciąga, wyjątkowo wczesna w tym roku polarna zima, dlatego sezon zostaje zakończony około 2 tygodnie wcześniej niż zwykle…

Gocha po dojściu do „mety” w przenikliwym polarnym słońcu – przekazała:
„… Ten marsz był niesamowity. Jestem trochę zmęczona, ale szczęśliwa, że jednak dotarłam. Życie jest piękne.
Pozdrawiam wszystkich….”

24-01-2016 Temp.min.34C=46COdczuwalna_Gocha

23.01.2017

23-01-2017. 10:00 UTC (11:00 czasu polskiego)
Pozycja: 089° 39 S, 081° 45 W
39 km do Bieguna.

Kochani, to chyba będzie ostatni meldunek z trasy. Całą rezerwę energii wkładam w tu i teraz. Przede mną jeszcze około 30-35 godzin samego marszu. Jedzenia mam jeszcze na maksimum 2 dni. Denerwuje się czy zdążę. Jestem porządnie zmęczona. Temperatura powietrza już poniżej minus 30 C i to też szybko zabiera mi energię. Do tego wiatr, w nocy 5 w skali Beauforta (ok. 40 km/h), rano około 4 B (ok. 25-28 km/h). Taka kombinacja powoduje, że teraz temperatura odczuwalna to minus 46 C.
Ciągle dużo świeżego śniegu. Nie daję rady iść szybciej niż około kilometra na godzinę. Dużo śniegu, a pulki (sanki) stawiają spory opór na tępym podłożu. W obecnym rytmie idę po 14-15 godzin na dobę. Potem muszę mieć przerwę z rozbijaniem obozu przynajmniej 12 godzin. I zjeść coś ciepłego.
Wiem, ze to już naprawdę niedaleko…
Dziękuję za pozdrowienia, które w codziennym przekazie satelitarnym docierają nawet tutaj, 18 tys. km od Polski.
Jeśli możecie – trzymajcie kciuki. Marsz jest najważniejszy.
Następna korespondencja mam nadzieję już z Bieguna.
Jeśli zdążę…
Gocha…

_Antarktyda_Gocha_Marsz _Antarktyda_Gocha_Marsz_2

23.01.2017

Polecamy dzisiejszą relację i rozmowę z Gochą za pośrednictwem stacji i portalu TVN24:
„Pierwsza Polka próbuje samotnie zdobyć biegun południowy. Ma coraz mniej czasu wideo”.
ZOBACZ:
http://www.tvn24.pl/wroclaw,44/samotnie-chce-zdobyc-biegun-poludniowy-ma-coraz-mniej-czasu,709352.html

Zespół SamotnieNaBiegun.pl

Relacja TVN24 z Antarktydy

20.01.2017

WITAMY NOWEGO PARTNERA GŁÓWNEGO

tekturaW imieniu Małgorzaty Wojtaczki i całego zespołu SamotnieNaBiegun.pl witamy „na pokładzie” kolejnego Głównego Sponsora projektu – Pracownię Projektową TEKKTURA. Pracownia założona przez architektów Hannę Michalik-Tomczak, Macieja Tomczaka i Tomasza Strzyżowskiego funkcjonuje z powodzeniem na rynku budowlanym już od 10 lat i specjalizuje się w projektach architektonicznych oraz w plastycznej aranżacji wnętrz.
Jak przekazał nam Tomasz Strzyżowski – TEKKTURA zdecydowała Sie przystąpić do Projektu Gochy ponieważ „… Podziwiamy ludzi mających pasje, czasem bardzo trudne do zrealizowania samemu. Kibicujemy Gośce w wyprawie na kraniec świata!!!… ”

Dziękujemy Wszystkim wspomagającym Projekt SamotnieNaBiegun.pl w tym Sponsorom Głównym: Miastu Toruń, Firmie Selma Expeditions oraz obecnie Pracowni TEKKTURA, a także Partnerom: Antarctic Logistics & Expeditions (ALE), SKIPOL.pl; SKALNIK.pl; STARTSKI; SUPRASAT; TMS DIAGNOSTYKA; GATAR-SKI Serwis; GIACOMINI oraz PATRONOM MEDIALNYM – Radiu ZET i Redakcji Magazynu i Portalu POZNAJ-ŚWIAT i innym.

Zespół – SamotnieNaBiegun.pl

20.01.2017

Około: 089°20 S, 082°38 W.
75 km od Bieguna Południowego.
———————————-
Kochani, dzisiaj krótko. Kolejny dzień, kolejne zwijanie obozu, kolejny marsz. To już ponad 2 miesiące codziennej marszruty. Przestałam liczyć dni.
Ale na pewno czuję zmiany w temperaturze. Rano było „tylko” około minus 20 C. Parę godzin później było już poniżej minus 30 C. Muszę uważać, aby nie tracić ciepła. Konieczne dodatkowe docieplenie. Daję radę, ale ten „tępy” śnieg wyciska ze mnie siódme poty. Czuję się jakbym ciągnęła po żwirze dwie ciężkie opony od traktora, każda po 50 kg. Dzień w dzień po kilkanaście km. Proszę nie pytajcie jak daleko jeszcze. Sama wiem, że muszę się śpieszyć, bo za kilka dni zamyka się już sezon.
Ale nie chcę o tym myśleć aby nie zapeszyć. Po prostu idę. Krok za krokiem i potem jeszcze jeden. Muszę robić krótką przerwę co 2 godziny. Teraz kiedy słodycze już się skończyły – w czasie przerw ciepłe płatki z termosa. Dają energię. Na szczęście jest trochę lepiej z wiatrem. Nie, że mniej duje, ale zmienił się kierunek – zamiast z południa wieje ze wschodu, więc jakby mniej dokuczliwie. Stęskniłam się już za słońcem. Od kilku dni gęste chmury. Słońce pomagało śniegowi „szklić” się i przez to było trochę łatwiej ciągnąć sanki. Teraz mogę tylko o tym pomarzyć. Rozkład dnia jest już w fazie finiszu. Staram się ograniczać sen i wyruszać kiedy tylko czuję, że znowu mam już energię. Dlatego nie mam już sztywnych godzin startu i odpoczynku. Ponieważ jest cały czas jasno to i tak nie ma to istotnego znaczenia.
Istotny jest marsz.

Pozdrawiam Wszystkich,
Gocha.

P.S. Zdjęcia są więcej warte niż najlepszy opis.
Zobaczcie mój obóz: tydzień temu, 3 dni temu i wczoraj.
Niby to samo, ale jakże inaczej.  Na pewno nudzić się tutaj
nie można 🙂  G.

Dzień dobry-tydzień temuDzień_raczej_3 dni temuDzień dobry inaczej_wczoraj

18.01.2017

Wczoraj przekroczyłam 89 stopień S. Do Bieguna Południowego 59 mil – to już ostatnia setka kilometrów. Ciągle sporo, ale jednak 11 setek już za mną. Myślałam, że przynajmniej teraz będzie łatwiej. Nie jest. Dzisiaj zaczynam 63ci dzień marszu. Powoli dopada mnie zmęczenie. Każdy kilometr czuję w kolanach i w mięśniach barków. Śnieg bez poślizgu, 100 kg pulki (sanie) i do tego niskie ciśnienia – bo jestem na 2700 metrach a przy cienkiej warstwie atmosfery na Biegunie wrażenie jest jakby na wysokości dwóch Giewontów.

Wszystko o czym teraz myślę to marsz i coraz krótszy sen. Mało czasu na refleksje i zachwyty. Codzienny rytuał rozbijania i zwijania obozu. Muszę pamiętać o odpowiednim posiłku i ubiorze. Przy wietrze ok. 40 km/h i temperaturze dochodzącej do minus 30 st. C łatwo o odmrożenia. Na to także nie mogę sobie pozwolić. Każdy błąd spowalnia mnie, a czasu coraz mniej. Za tydzień rozpoczyna się zwijanie letnich baz. Wiem, że na mnie czekają. Antarktyczne lato już się kończy. Ciągle zdziwiona jestem ilością opadów śniegu. Przecież to teren pustynny. Takie wyjątkowe lato 🙂 Już niedługo, od lutego do listopada zapanują tu lodowate wiatry i na prawdę niskie temperatury. Dlatego z końcem stycznia sezonowi „goście” odlatują. Zostaje tylko personel w stałych bazach naukowych.

Kilka dni temu przyszła niespodziewana burza śnieżna. Musiałam przerwać marsz i schronić się w namiocie. Dodatkowy, przymusowy postój wykorzystałam na sen i potem wyruszyłam „nocą”. Pory dnia są tu umowne, bo jasno jest jeszcze przed ogromną większość doby. Aby trochę wydłużyć dzienny dystans, znowu skróciłam godziny snu. Wyśpię się już niedługo… „Tylko 100 km”, ale to jednak ciągle kawał drogi. Z jednej strony naprawdę cieszę się, że jestem tu gdzie jestem, ale także zaczynam myśleć o rozmowach z przyjaciółmi. Chyba fajnie będzie się spotkać i pogadać po 10 tygodniach bez widoku ludzkiej twarzy.

Przed wyprawą często zadawane były mi pytania – za czym najbardziej będę tęsknić. Teraz już wiem: po pierwsze -prysznic 🙂 A po drugie: domowy obiad. Mimo, że żywność liofilizowana, którą tu mam jest na prawdę dobra, to jednak chętnie zjadłabym coś świeżego i domowego. Poza tym korzystam z ostatnich zapasów. Ale owsianka z termosu jest w dalszym ciągu super, tyle, że skończyły się prawie całkiem słodycze.

A jakie mam marzenie? Na razie chyba takie, aby ten „piaszczysty śnieg” wreszcie nabrał poślizgu i aby częściej wychodziło słońce. No bo łatwo nie jest. Ale o tym już pisałam… Za to jest pięknie.

Pozdrawiam wszystkich, Gocha.

e374417f-3d23-4e6e-a3de-6c339ee52590-1559791142 _Gocha i Antarktyda_z lotu_comp_fot ALE _Gocha_ostatnie 60 mil_fot.M.Wojtaczka

15.01.2017. Niedziela.

Pozdrawiam z pozycji: 088° 35.263S, 082° 28.307W. Czyli ponad 1000 km marszu za mną, a Biegun wydaje się już stosunkowo niedaleko. Według map, w linii prostej to około 160 km. Jednak wszystko jeszcze może się zdarzyć. Od tygodnia narasta we mnie niepokój – czy wszystko się uda. Ostatnie dni dają trochę w kość.

Jestem już na płaskowyżu powyżej 2600 m n.p.m., więc strome podejścia są za mną. Jest zimno i raczej niekorzystny wiatr, ale na to byłam przygotowana. Niestety świeży bardzo spowalnia, a ciągnięcie pulek w tej temperaturze kompletnie bez poślizgu przypomina treningi z ciągnięciem opon po piasku. Aby osiągać planowany dzienny dystans muszę teraz jeszcze trochę wydłużyć codzienny czas marszu.

Na swojej drodze napotykam kilka rodzajów śniegu i lodu. Ostatnio wszystko jest jednak pokryte grubą warstwą śniegu,  najczęściej świeżego, czasem przewianego. Do tego śnieżno-lodowe zaspy (zastrugi) i chmury przelatujące nisko nad głową.

Im bliżej Bieguna tym zimniej. Z relatywnie „ciepłego” minus 15 do minus 20 st. C – dzisiaj jest już minus 30 C. To dodatkowe wyzwanie. Muszę bardzo dbać, aby się nie wychłodzić. Najlepiej sprawdza się ubieranie „na cebulkę”: na wełnianą bieliznę nakładam polar, potem primaloft i wreszcie kurtkę puchową, a do marszu – kurtka z membraną goretex. Na postojach – gruba obozowa kurtka puchowa. Muszę także pamiętać o ochronie skóry – na dłonie i twarz tłuste kremy i oczywiście specjalne gogle. Konieczne jest także zabezpieczenie energetyczne „od środka”. W menu tłuste potrawy, w praktyce po prostu do wszystkiego, poza herbatą :-), dodaję oliwę, aby zwiększyć kaloryczność tego co jem.

Jest jeszcze jedna sprawa. Presja czasu. Konieczność nadkładania drogi na początku, podczas obchodzenia głębokich szczelin lodowych, a w końcu grudnia omijanie wielu zasp (zastrug), ale przede wszystkim ten niesamowity śnieg, zupełnie bez poślizgu. Wszystko to powoduje, że mój marsz trwa tydzień dłużej niż zakładaliśmy planując wyprawę. To także oznacza, że powoli kończą się moje zapasy żywności. Kilka dni temu kierownictwo centrum logistycznego Antarctic Logistics & Expeditions (ALE) z bazy Union Glacier zaoferowało zrobienie samolotowego zrzutu z tygodniowym pakietem żywności. Jednak podziękowałam. Już wcześniej wygospodarowałam dodatkowe racje na ostatnie dni. Po konsultacji z Zespołem Brzegowym wyprawy i po przeliczeniu kalorii (dziękuję dietetykom w Polsce), lekko zmieniłam menu. Powinno starczyć 🙂  Pomoc z zewnątrz nie jest konieczna! Jeszcze daję radę 🙂

Pozdrawiam wszystkich,

Gocha.

P.S. Wiem, że w niedzielę – 15 stycznia rozbrzmiewa Wielka Orkiestra. Jej muzyka dochodzi także na Antarktydę 🙂 W ostatnich latach, razem z Przyjaciółmi także brałam udział w „orkiestrowaniu”. Tym razem jestem chyba za daleko i raczej sama :). Tutaj nawet łączność satelitarna jest rzadkim luksusem. Ale obiecuję, że za rok – jeśli Jurek O. przyjmie – zaofiaruję do licytacji mój wierny czekan, który teraz towarzyszy mi przez całą Antarktydę.

 

_Gocha_Samotnie przez Antarktydę_ALE_comp _Przed siebie_Fot.M.Wojtaczka_comp

11.01.2017

088° 02.683S, 082° 21.465W
To już 88 stopień!

Coraz bliżej , ale też jakby coraz trudniej. Tak tępego śniegu dawno nie było. Pulki ciągnę jakby po piachu, no i jestem już na wysokości 2600 m npm, co też daje się odczuć.
Ale na szczęście pogoda jeszcze sprzyja – zimno, ale nie tak bym musiała wyciągać ciuchy i puchowe łapawice przewidziane na najgorsze mrozy i wiatry.

A propos mrozu to mam wrażenie, że jednak do zimna można się
przyzwyczaić.
Brzmi to niewiarygodnie, a może po prostu mam dobre krążenie i mój organizm dobrze sobie radzi w niskich temperaturach. Jakby nie było, jak do tej pory nie zmarzłam, a najniższe temperatury sięgały -20 stopni. Prawdą też jest, że jest tu suche powietrze. Gdyby było wilgotno mróz z pewnością byłby znacznie dotkliwiej odczuwalny. Niemniej mam dobre buty i ciepłe botki i ubieram się tak by nie marznąć ;). Można by sądzić, że najbardziej będą marzły mi dłonie. Jednak przeważnie idę w jednej parze cienkich pięciopalczastych, wełnianych rękawiczek (!) i do tego mam na kijkach przyczepione motocyklowe ochraniacze /coś w rodzaju mufek albo łapawic bez palcy/, w które wkładam dłonie i łapię za kijki. Świetnie chronią przed wiatrem i „grzeją”. Gdy jest mi w nich za ciepło lub muszę coś poprawić czy zrobić wyjmuję z nich dłonie a one sobie wiszą na kijkach i nie martwię się, że wiatr mi je porwie.
Do rozbijania obozu używam 5 palczastych rękawiczek wypełnionych sztuczną ocieplaną – primaloftem. Świetnie się spisują. Nie chodzę w nich już jednak bo materiał jest jakby delikatniejszy i od kijków mi się trochę wytarł.
Na ciężkie warunki mam też grube, puchowe łapawice. Na szczęście nie musiałam ich jak do tej pory używać ;).
Do bieguna już niedaleko, oby tylko pogoda wytrzymała! Jak do tej pory naprawdę miałam nie najgorzej z pogodą, sprzęt świetnie się spisywał, praktycznie żadnych obtarć (!) i odmrożeń,
a słońce – żeby tak można się nim nacieszyć na zapas i przywieźć do Polski na pochmurne dni.

Pozdrawiam wszystkich
Trzymajcie kciuki

Gocha

PS Specjalne pozdrowienia dla Marka i całej klasy 8D !!!!!

3 2 1

06.01.2017

Polecamy ciekawą lekturę:  – WYWIAD Z GOSIĄ – BEZPOŚREDNIO Z KRÓTKIEGO POSTOJU NA SZEROKOŚCI 87 S.

PORTAL: WYBORCZA.pl
Małgorzata Wojtaczka z drogi na biegun południowy: Brakuje czasu na zachwycanie się.
http://wyborcza.pl/7,154902,21210203,malgorzata-wojtaczka-z-drogi-na-biegun-poludniowy-brakuje-czasu.html


087° 05.816S, 081° 46.241W

Witam Wszystkich – z pozycji już powyżej 87 st. S. Na pewno bliżej niż dalej :). Ale tak jak w górach nie podaje się odległości w kilometrach, tylko w czasie przejścia, tak ja nie będę podawać żadnych odległości. Nie chcę także zgadywać czasu dojścia, powiem tylko, że już 5 dzień cały czas idę pod górę.

Do końca grudnia, przez 6 tygodni doszłam z poziomu morza do 1600 m npm. A w ciągu ostatnich 5 dni dotarłam na poziom około 2100 m. Teraz, przez kolejne 4 dni też mam sporo pod górę, muszę dojść na płaskowyż na wysokość ponad 2600 metrów. Potem – finał – jeszcze ok. 200 metrów do góry, ale powinno być już łagodniej
i na osiągnięcie wysokości Bieguna – 2835 m npm. będę miała, jak planuję, około 10 dni.

Codziennie do przejścia mam sporo więcej niż wynika to z mapy. Chociażby teraz, od kilku dni teren wokoło jest bardzo pofałdowany i cały dzień raz idę trochę pod gore, potem w dół, potem znowu pod górę … Na wysokości 2000 m npm. byłam już 3 razy 🙂

Geograficzny biegun południowy leży na wysokości 2835 metrów nad poziomem morza, ale wysokość odczuwalna dla organizmu to 3610 m n.p.m. Dzieje się tak, ponieważ w tym miejscu warstwa atmosfery jest cieńsza, a ciśnienie powietrza jest niższe.
Muszę cały czas pilnować się aby nie popełniać błędów wynikających chociażby ze zmęczenia. Bardzo ważne jest dokładne przestrzeganie planu dnia. Priorytetem jest marsz, rozbijanie i zwijanie obozu, codzienny meldunek satelitarny do bazy ALE, przygotowanie posiłków i spanie przez minimum 6 godzin, pomiędzy 24:00 a 06:00 lokalnego czasu (czyli 04:00 – 10:00 czasu polskiego). Na resztę – jak czyszczenie kuchenki, przepakowanie pulek (sanek), sortowanie jedzenia, „mycie”, sprawdzenie czy nic nie wymaga naprawy, a wreszcie – na pisanie maili takich jak ten – mam w ciągu doby łącznie 40 minut. Dlatego proszę – wybaczcie, ze może za rzadko do Was piszę…

Dokładna realizacja planu dnia to już rytuał, ale w tych warunkach nie można niczego zaniedbywać, ani niczego robić niedokładnie. Bo tutaj żadnej taryfy ulgowej po prostu nie ma. Najtrudniejsze jest chyba poranne wygrzebywanie z ciepłego śpiwora 😉 W trakcie dnia staram się iść w miarę równo, stałym rytmem. Jednak od pewnego czasu wprowadziłam jedną zmianę. Dwie godziny przed końcem dnia (ale dalej w pełni słońca, które tutaj nie zachodzi), czyli dwie godziny przed planowanym rozbiciem obozu, przyspieszam starając się iść na maks moich możliwości. Wiem, że czasu dużo nie zostało…

Śnieg ciągle miękki, a to bardzo ogranicza poślizg pulek (sanek). Temperatura powietrza około minus 20 st. C. Sporo chmur. Dzisiaj dla podkreślenia piękna otaczającej przyrody było też trochę słońca. Pogoda powoli się zmienia – czuć już nadciągającą antarktyczną zimę. Cały czas przeciwny wiatr około 20 węzłów (ok. 40 km/h). Znowu pojawiają się dodatkowe śnieżne zaspy (zastrugi). Ale akurat tego się tutaj spodziewałam.

Pozdrawiam Wszystkich,

Gocha

image image

31.12.2016

31 grudnia. To już 6 tygodni codziennego marszu. Mimo sporego wysiłku nadal czuję się dobrze, w zasadzie nic mi nie dolega. Sprzęt też się dobrze spisuje i nie miałam jak dotąd poważnych usterek – To chyba dobrze 🙂

Niektórym taki marsz może wydać się monotonny, ale wbrew pozorom widoki są bardzo różnorodne. Jest biało, to prawda – nie ma tu także żadnych drzew ani zwierząt, ale ukształtowanie terenu zmienia się i to nawet kilka razy dziennie. Zmiany oczywiście wymagają z mojej strony stałej uwagi i ciągłego wyszukiwania dogodnej drogi. Dodatkowo pogoda potrafi zmieniać się bardzo szybko, a wtedy otoczenie zmienia się jeszcze bardziej. Czasem nigdy nie zachodzące słońce, świeci niemiłosiernie i pomimo minus 20 C. roztapia śnieg, który z twardego i śliskiego staje się ciężki i miękki, zupełnie bez poślizgu. Zdarzają się także długie godziny kompletnego „whiteout”  – białej ciemności. Wtedy świat dookoła jest pozbawiony cieni, konturów i kontrastów. Ale i w takich warunkach trzeba iść naprzód.

Najbardziej dynamicznym akcentem w obecnie otaczającym mnie świecie są chmury. Nisko zawieszone nad głową, gnane w nieznane przez powietrzne prądy. Dają wspaniały spektakl. Zmieniają kształty, nagle znikają i równie nagle pojawiają się nowe, inne. Z popołudniowym słońcem, tworzą fantastyczny duet.

Koniec roku znajduje mnie w miejscu, o którym tak długo marzyłam. Mimo, że jestem tu od półtora miesiąca, nadal, gdy o tym pomyślę i popatrzę na mapę, nie wierzę swojemu szczęściu. Dzisiaj Sylwester. Wiem o tym, ale nie przygotowałam na wieczór żadnej specjalnej kreacji, nie zrobię sobie też sylwestrowej fryzury. Specjalnego menu też nie będzie. Na kolację zjem mój ulubiony „liof” w postaci schabowego z ziemniakami i koperkiem, ale może tym razem kuchnia wyda trochę więcej słodyczy na deser.  No przecież zaczyna się zaraz Nowy Rok. W takiej chwili myśli same biegną do bliskich i do przyjaciół. Teraz odpoczywam grzejąc się w śpiworze i szykując się do snu.

Czas na postanowienia noworoczne. Ale i tutaj nic specjalnego. Po prostu postanowień noworocznych nigdy nie robiłam, także i tym razem skupię się na tym co tu i teraz. Poddam się rytmowi dnia i dam się nogom ponieść przed siebie, do bieguna. W starym roku dotarłam już powyżej 86 stopnia szerokości południowej. Jutro czeka mnie kolejny, wspaniały dzień marszu.

Wszystkim życzę wspaniałego Nowego Roku 2017.  Tym, którzy do tej pory mieli obawy by ruszyć w drogę – życzę odwagi by wyjść za próg, a tym którzy są już w drodze – radości z marszu i zadowolenia z podjętych wyzwań.

Pozdrawiam noworocznie!

Gocha

chmury_antarktyda_ny_1 chmury_antarktyda_ny_2

25.12.2016

Wigilia: Zupa grzybowa, ciastko piernikowe i kompot zjedzone. Nawet było nakrycie dla niespodziewanego gościa (nie zjawił się). Misiek nie zagadał ludzkim głosem (pewnie dlatego ze pluszowy).

Dużo dobrych myśli o Bliskich, o domu, o Wszystkich, którzy mnie wspierają i pamiętają. Ten Wigilijny Dzień to także połowa dystansu do Bieguna, taki prezent pod choinkę 🙂

Już bliżej niż dalej…

 I dzisiaj po raz pierwszy zobaczyłam już pasmo górskie Thiel Mountains. Ciągną się od Ziemi Wiktorii nad Morzem Rossa do Ziemi Coatsów nad Morzem Weddella. To masyw wchodzący w skład gór Transantarktycznych, które dzielą kontynent Antarktydy na część Zachodnią i Wschodnią.

Jeszcze mam do nich trochę…
Dziękuję bardzo za wszystkie życzenia.

W moim namiocie zrobiło się o kilka stopni cieplej 🙂 Ja też pozdrawiam świątecznie ze śnieżnej Antarktydy. Podobno w Polsce śniegu brakuje. Może dosłać 🙂

25_12

19.12.2016

084° 46.710S, 081° 18.236W
U mnie święta w aurze iście zimowej i z takiej zasypanej śniegiem Antarktydy przesyłam wszystkim moim przyjaciołom, znajomym, kibicom, mojej bandzie ze Speleoclubu Wrocław 🙂 i oczywiście Selmowiczom życzenia byście ten czas przeżyli w radości i pokoju, ciesząc się z przebywania razem. Odpocznijcie chwilkę od bieganiny i wszystkiego co niepokoi i wprowadza zamęt.

Print

Serdeczne pozdrowienia i uściski dla całej rodziny, tak dużej, że nie da się wszystkich wymienić. Szczególne pozdrowienia dla nestorów Zosi i Janka Wojtaczka, Adama Kuźniara oraz Celiny i Lecha Rabendów.

Wesołych Świąt Bożego Narodzenia!

Gocha

PS 1 Hej dziewczyny: Milenko, Kalinko i Zosiu! Dotarły do mnie wieści o ślicznych świątecznych rysunkach. Dziękuję Wam bardzo, bardzo.

Ciocia Gocha

zosia milena kalina

PS 2 Krótko tylko jeszcze napiszę o ostatnich dniach, które jak wiecie były różne. Pisałam wam już o okropnym wtorku. który gdyby nie był wtorkiem mógłby być „czarnym poniedziałkiem”. Potem po pięknym dniu marszu napotkałam szczeliny. Prawdziwe Antarktyczne szczeliny.Pierwsza szerokości ok 6 m. Następne coraz szersze. Co prawda dobrze wypełnione śniegiem, ale kijek kilka razy nie miał oparcia. W prawo i w lewo jakby bez końca. Ubrałam puchówkę, przypięłam do uprzęży trochę niezbędnego szpeju, wydłużyłam linę do sań i pierwsze trzy przeszłam. Ale za nimi były następne, coraz szersze, jedna za druga. Słonce schowało się za chmurami. Br… zmieniłam trasę. Zeszłam pomiędzy szczelinami w dół. Trochę drogi nadrobiłam. Ale nie było wyjścia.

Ps 3 Pozdrowienia dla Agi, która też miewa czarne poniedziałki 🙂

Dziś było lepiej i nie mogę już się doczekać wieczoru, kiedy będę mogła rozpakować specjalnie na ten dzień przygotowaną paczkę z zupą grzybową, kompotem z suszu i ciastem piernikowym. Czekam na Wigilię, dajcie znać kiedy będzie pierwsza gwiazdka !

83a3c7f4-57be-4246-b308-02248ff2163d-1050851878

19.12.2016

084° 11.321S, 081° 05.804W
Śnieg, śnieg, śnieg …

Przez ostatnie dwa, trzy, a może cztery dni padał śnieg. Nie taki bożonarodzeniowy z dużymi płatkami, tylko drobny, mieciony wiatrem. Do tego chmury i brak widoczności.
Ale wczoraj był marzec, całkiem jak w Polsce. Wszystko na przemian.
Chmury, mgła, śnieg, słońce przez chmury, słonce i niebieskie niebo i tak przez cały dzień.
Dzisiaj dla odmiany – plaża. Słońce, prawie brak wiatru, dobra widoczność, zastrugi jakby mniejsze i cieplutko, tak z -15 stopni.
W słońcu po prostu upal!
I tak minął miesiąc na Antarktydzie, nawet nie wiem kiedy.

Pozdrawiam z białej Antarktydy
Gocha

PS. Jeszcze raz bardzo dziękuje za wszystkie przemiłe urodzinowe życzenia i pozdrowienia.
Specjalne pozdrowienia grudniowe dla Kuby Haby

PS 2. Pozdrowienia dla Mirki i Henia Safierów. Jak zwykle nie zdążyłam do Was przyjechać i pozałatwiać spraw ważnych.
256f9551-53e0-4f28-9c13-ffd9b563bd9c-500053764 6e428626-66c9-4370-8c8f-f61554251922-1220999467 gocha

18.12.2016

PORTAL ŻEGLARSKI
Samotnie na biegun – kalejdoskop pogodowy
http://zeglarski.info/artykuly/samotnie-na-biegun-kalejdoskop-pogodowy/

12 – 15.12.2016

083° 28.728S 080° 48.226W

W poniedziałek, 12 grudnia były moje urodziny :). Tortu ze świeczkami nie było, ale za to postanowiłam ten dzień uczcić krótszym dniem marszu, pysznym obiadem /zgadnijcie co?/ i dłuższym o dwie godziny snem.

W nocy przyszedł zapowiadany silny wiatr do 40w (80km/h) co trochę opóźniło poranny wymarsz, Wiatr tutaj niby zawsze od bieguna ale jednak potrafi w ciągu dnia odkręcić od południowego do południowo wschodniego i aż do południowo zachodniego i stąd tak wariacko uformowane te zastrugi. Najgorsze są właśnie te, które idą wzdłuż mojej trasy. Uformowane są czasem gęsto koło siebie, oddzielone dość wąskimi „wąwozami”, w których pulki czasem się klinują albo z trudem przechodzą, itp. Ale między nimi są też te w poprzek.

Straszny tu bałagan! ;).

Cóż, te bestie są ładne dopóki nie trzeba przez nie przechodzić. Byle do soboty i powinnam mieć je za sobą. Pogoda też ma się polepszać.

Pozdrawiam wszystkich i bardzo dziękuję za życzenia!

Gocha

fot-malgorzata-wojtaczka-lodowa-pustynia-i-moje-pulki fot-malgorzata-wojtaczka-lodowa-pustynia-slonce-wiatr-i-dryfujacy-snieg

09-10.12.2016

082° 36.368S, 080° 33. 230W
Kolejny dzień marszu poprzez wiernie towarzyszące mi zastrugi. Teraz są wyraźnie większe i przypominają morskie potwory. Oprócz „zastrug zwykłych”, małych wydm, które są tu na porządku dziennym i wyglądają jak dobrze pomarszczone morze z białymi grzywkami, teraz otacza mnie lodowe „morze” z większymi „falami”, wysokimi na 1,5 do 2 metrów i więcej.

Czasami trudno je ominąć, szczególnie kiedy się ciągnie pulki (sanki) ze 100 kg ładunkiem. Zastrugi są nie tylko w poprzek trasy, ale też skośnie wzdłuż. To właśnie te skośne powodują wywracanie się pulek.(kiedy staram się forsować lodowe zaspy wzdłuż).

W trakcie forsowania szczególnie wysokich zastrug – zdarza się, że pulki wywracają się do góry nogami. Dlatego tak ważne jest codzienne pakowanie i wyważanie pulek, aby ich środek ciężkości był odpowiednio nisko.

Dodatkowo – dokładny przegląd ładunku ciągniętego na pulkach następuje co 10 dni, gdyż co 10 dni wypada zmiana pakietu z jedzeniem. Każdy pakiet jest szczelnie zapakowany i zawiera różnorodną żywność podzieloną i przygotowaną jeszcze w  w Punta Arenas.

Do tej scenerii dołączył dzisiaj antarktyczny puch. Taki niewinny biały śnieżek. Szkoda, że nie ma na nim żadnego poślizgu.

Słońce świeci i jest raptem minus 15 C jednak wrócił silny wiatr. Przez dobrych kilka godzin wiało 15-20 węzłów w twarz (do 40 km/h). Może do jutra zmrozi trochę ten puch?

Bardzo dziękuję, za tyle życzeń i pozytywnych przekazów, które do mnie docierają. Naprawdę, cieszę się, że tyle osób mi kibicuje, ale powtarzam, w tej wyprawie – oprócz próby dojścia z brzegu kontynentu do bieguna południowego – nie chodzi o żadne rekordy. Najważniejszy jest sam marsz i szansa zmierzenia się z samą sobą.

Dziękuję także za przesyłane życzenia urodzinowe. Moim największym marzeniem było być tu i teraz. Widać marzenia się spełniają.

Pozdrawiam Wszystkich z lodowej pustyni pomiędzy 82 i 83 stopniem S.

Gocha

 

8.12.2016

082° 18.982S, 080° 27.331W

Przede mną i za mną całkiem spore pola bardzo wysokich zastrug. Takich nawet do 2 m, a może i więcej. Gdy na to patrzę, to jakbym była pośrodku jakiejś kipieli, bardzo wzburzonego morza. I coś nie widać końca. Nie powiem, dało mi dzisiaj w kość. Przejście przez takie zastrugi to cały proces i trudno tu mówić o jednostajnym marszu czy ciągnięciu sanek. Wciągnięcie sanek na dwumetrową zastrugę, a potem zjazd i ratowanie pulek z opresji gdy pojadą nie tak jak potrzeba pochłania mnóstwo czasu, no i energii przy okazji.

moja-wspaniala-kuchenkaPodczas wieczornej sesji łączności z ALE (Antarctic Logistics & Expeditions LLC), przekazano mi, że wg. zdjęć satelitarnych takich potężnych pól wysokich zastrug mogę spodziewać się jeszcze co najmniej przez tydzień!

W sumie dobrze, że mnie uprzedzono, muszę dobrze rozłożyć siły i nie będę wypatrywać w najbliższym czasie wypłaszczenia. 🙂
Nie macie pojęcia jak, wśród takiej scenerii, w czasie przerwy smakują kanapki ze smalcem. Pomysł podpatrzony od Norberta Pokorskiego na Spitsbergenie.
Tyle, że ja mam suchary, a pomiędzy nimi znajduje się słuszna warstwa SMALCU, pycha. Piotr Kaja szykował te kanapki w Punta Arenas przez kilka godzin. Piotrze wielkie dzięki!
Teraz siedzę już w namiocie, topię kolejną porcję śniegu i zabieram się za obiad. Dziś kurczak w 5 smakach z dodatkiem oliwy.

Życzcie mi smacznego.

Pozdrowienia
Gocha

Ps. Pozdrowienia dla ekipy spitsbergenskiej: Oli i Krzysztofa Michalskich, Norberta Pokorskiego i Witka.
Niestety rano nie mam gotowego kisielku zalanego wodą przez Ole

3-4.12.2016

081° 36.332 S,  080° 19.701 W
SŁOŃCE MA JEDNAK MOC 🙂

Wczoraj przez cały dzień brak słońca, ciężkie chmury i biała zamieć (whiteout). Niby jasno, ale zupełny brak kontrastu, przez to śnieg po którym idę wygląda jakby był plaski. (A nie jest). Śnieżne zastrugi widać w ostatniej chwili, kiedy najedzie na nie narta, albo jeszcze gorzej gdy gwałtownie zjadę w dół 🙂 W takich okolicznościach przyrody trudno ocenić czy moja droga prowadzi pod górę czy jest płasko. Nawet czas płynie wtedy wolniej. Wszystko wokoło staje się ponure, ale nie straszne, tylko takie – smutne.

Ja, mój cień i biała pustyniaAle tak było wczoraj. A dzisiaj od rana słoneczko. Wszystko widać i cały świat uśmiecha się. Tylko teraz świeży śnieg, jest bardzo miękki i trudniej ciągnąć sanki. Zawsze coś 🙂

Kolejny dzień – kolejny obóz. I czas na drobne przyjemności. Piszę te słowa, a za chwile „zostanie podany obiad” – dzisiaj liofilizowany, pyszny – schab z ziemniakami. Codzienne ciepłe posiłki są tu nie do przecenienia. Dlatego kilka słów o kuchni.

Mój dom na sankach i biała pustyniaMam ze sobą super zestaw do gotowania: kuchenka oraz butla ze specjalnym paliwem wytrzymującym niskie temperatury.  Wszystko zmyślnie przykręcone do płyty z osłonami z super lekkiego laminatu węglowego. Kiedy po długim i raczej zimnym dniu siedzę już w namiocie i zajadam ciepły obiad – moje ciepłe myśli idą do konstruktorów mojej kuchni. Obudowę wykonał Grzegorz Banaszczyk, a całość zmontował Zbyszek Grzela. Chłopaki – wdzięczność i szacunek! Wszystko świetnie się sprawdza, a co ważne – cała konstrukcja jest lekka, zajmuje bardzo niewiele przestrzeni i mieści się do torby na buty narciarskie 🙂
Dziękuję za wszystkie miłe komentarze i życzenia.
Fajnie, że o mnie pamiętacie.

Pozdrawiam wszystkich.
– GOŚKA 🙂

1-2.12.2016

081° 14.178S, 080° 18.510W

Pozdrawiam wszystkich i przepraszam za chwilowy brak relacji, ale zapewniam: wszystko idzie zgodnie z planem, komunikaty bezpieczeństwa wysyłam codziennie, a moje postępy widoczne są na trackerze na stronie „samotnienabiegun.pl”.

Wczoraj (01.12.2016) przed południem miałam tu kolejny atak śnieżnej zamieci (whiteout), a potem kłopot z umocowaniem kompasu. Przez problemy z pogodą, a potem naprawę zamocowania kompasu wskazującego właściwy kierunek :), straciłam na starcie kilka godzin, ale potem starałam się to nadrobić szybszym marszem.

Mój antarktyczny marsz trwa już równo 2 tygodnie i powoli zaczyna się rutyna :-). Wszystko idzie swoim torem, ale jak wiecie – w założeniach start miał nastąpić z końcem listopada, został jednak przyśpieszony o 2 tygodnie, ze względu na przewidywane przez stacje antarktyczne – szybsze nadejście w tym sezonie polarnej zimy. Tutaj pogoda decyduje o wszystkim. Przyśpieszenie wylotu na Antarktydę o 2 tygodnie to skrócenie treningów i spiętrzenie przygotowań przed wyjazdem. Oczywiście organizacyjnie wszystko dopięte, ale kondycyjnie do pełni formy dochodzę dopiero teraz.

Po minięciu w pierwszym tygodniu szerokiego pasa szczelin lodowcowych – obecnie mogę iść już nieco szybciej, ale tutaj długość marszu musi spełniać także wyśrubowane normy bezpieczeństwa narzucane przez naszego antarktycznego partnera logistycznego – ANTARCTIC LOGISTICS & EXPEDITIONS (ALE), jedyną organizację koordynującą indywidualne wyprawy na Antarktydę.(20 lat temu byli też partnerami Marka Kamińskiego).

gocha-i-pulki_1

Zgodnie z procedurami codziennie ok. 7ej wieczorem – czyli 19:00 LT muszę kończyć marsz, rozbić namiot i nawiązać obowiązkową łączność systemową.(LT – czas lokalny, to tutaj czas Punta Arenas, Chile, czyli ostatniej mojej bazy przed Antarktydą. Różnica między czasem Punta Arenas, Chile i Polską to +4 h., czyli kiedy u mnie jest 08:00 rano to w Polsce jest już południe).

Koniec marszu, zwykle w dużym wietrze i cały czas pamiętając o jednak około minus 20C., szybko muszę rozstawić i zabezpieczyć namiot, wypakować rzeczy, zabezpieczyć sanki (pulki), zamontować baterie słoneczne, podłączyć telefon sat. i wywołać bazę ALE, a następnie przekazać codzienny „obowiązkowy komunikat bezpieczeństwa” czyli podać pozycję, przekazać info o własnym samopoczuciu, lokalnej pogodzie i innych zdarzeniach – jeśli były (ale nie było :-). Potem odebranie prognozy na następny dzień i „Good luck”.

Dopiero wtedy jest czas na przygotowanie wytopienie śniegu, zagotowanie wody, przygotowanie posiłku, higienę, drobne naprawy, kontakt z Zespołem Projektu, wreszcie na odpoczynek, kilka stron lektury i sen…

W tym całym „zamieszaniu”, chodzi o godz. 19:00. Przecież rano, dużo czasu zajmuje topienie śniegu, gotowanie, jedzenie, przygotowanie gorącego termosu, zwijanie namiotu, baterii słonecznych i uważne pakowanie sanek (pulek), pamiętając o odpowiednim rozłożeniu wagi. Dlatego start marszu odbywa się ok. 11ej LT, ale musi kończyć się 8 godzin później. Przez to do tej pory pokonywany dystans był nieco mniejszy niż na początku planowałam. Tutaj pory dnia są tu bardzo umowne, cały czas, także w nocy świeci słońce, czasami bardzo mocno. Teraz, po przedyskutowaniu sprawy z ALE – dostałam zgodę na dłuższy marsz i składanie raportu codziennie o około półtorej godziny później, a to co najmniej 3 km dalej 🙂

Absolutnie nie skarżę się na procedury ALE, przeciwnie, dobrze wiedzieć, że mimo przebywania na końcu Ziemi, jest ktoś, oddalony o tysiące kilometrów, kto w razie czego przybędzie na pomoc. ALE jest naszym partnerem logistycznym i pozostaje w stałym kontakcie ze mną i z Zespołem Organizacyjnym Projektu w Polsce i na jachcie Selma Expeditions – obecnie w okolicach Georgii Południowej (Pozdrawiam!). Wszyscy wiemy, że na Antarktydzie dopuszczalny margines błędu jest bardzo mały, a pomoc, w najlepszym wypadku nie przybędzie szybciej niż za kilkanaście godzin, lub kilkanaście dni. Dlatego najważniejsze jest być dobrze przygotowaną i nie popełniać błędów 🙂

Ogólnie czuję się coraz lepiej. Mimo codziennego marszu wydaje mi się, że nabieram sił, a może sanki są coraz lżejsze, bo już część prowiantu został zjedzony? Codziennie wstaje mi się lepiej, chyba odnalazłam już swój rytm dobowy. Od dzisiaj chciałabym jeszcze wydłużyć czas marszu o około 2 godziny. To właśnie marsz jest najważniejszy. Dziękuję za tyle pozytywnej energii, która dociera do mnie tutaj. Bardzo serdecznie pozdrawiam,

Gocha

27.11.2016

080° 39.287S, 080° 08.056W

Czas mija niezauważalnie. 12 dni temu opuściłam obóz przygotowawczy w Punta Arenas i przyleciałam na Antarktydę. Potem 3 dni aklimatyzacji w obozie ALE - Union Glacier i już od ponad tygodnia maszeruję na Południe. Jestem zupełnie sama. Nie wiem kiedy mijają kolejne dni.

Najpierw punktem odniesienia było pasmo Gór Ellswortha. Teraz góry zostały z tyłu, a przede mną tylko lodowa pustynia.

Dzisiaj jest wyjątkowy dzień, kiedy piszę te słowa - od ponad trzech godzin nie ma wiatru, zupełna cisza. Dziwne uczucie. Tak jakoś czegoś brakuje, jakby ktoś radio wyłączył.

I to słońce. Naprawdę - jak jest słońce na zewnątrz, to w namiocie w środku robi się bardzo ciepło i wtedy wszystko schnie. Tak czytałam, ale trudno w to uwierzyć. Na zewnątrz teraz jest minus 15C a w namiocie miłe plus 5 stopni 🙂

Nie chodzi o to, że jest bardzo zimno, tak jak przewidywałam: zwykle minus 15-20 C. Ale ciągle wiejący wiatr wychładza dodatkowo. Trudno dobrać ubranie. Z tyłu na plecy świeci słońce aż "pot spływa', a z przodu ziąb potęgowany przez zimny wiatr. Eksperymenty ubraniowe trwają  🙂

Pozdrowienia dla Wszystkich...

[ ] - Gocha

gory-ellswortha-za-mna_przede-mna-tylko-biala-pustynia_fot-m-wojtaczka moj-antarktyczny-dom-i-tymczasowa-suszarnia_fot-m-wojtaczka

fot. M. Wojaczka: Góry Ellswortha za mną, przede mną tylko biała pustynia / Mój dom i suszarnia 🙂

 

26.11.2016

080° 35.357S, 080° 19.071W
Cały czas pod górę i zastrugi wyższe, bo na ok. 1 metr wysokości. W związku z czym nie zawsze da się ciągnąć pulki. Czasem muszę je przeciągać, innym razem najadą na linę albo się wywrócą - więc jest co robić :).

W czasie przerw mogę oglądać piękny spektakl w wykonaniu dryfującego śniegu - czyli przewiewanego z miejsca na miejsce śniegu. Na powierzchni pojawiają się pióropusze, które w słońcu mienią się i skrzą. Jest to widok hipnotyzujący.

A wieczorem miałam ucztę w postaci pysznego "liofa" - schabowy z ziemniakami i koperkiem, na deser coś słodkiego i gorąca herbata malinowa :).

Pozdrawiam

Gocha

26-11

Zdjęcie wykonane na Hercules Inlet, 18.11.2016r Gocha wyrusza na biegun.

Źródło: Baza ALE, Antarktyda

22.11.2016

080° 14.237S, 080° 32.711W
Zaczynam iść prosto na południe. Nareszcie. Do tej pory robiłam półkola aby omijać miejsca gdzie jest bardzo dużo szczelin lodowych. Teraz ta strefa skończyła się (na razie). Koniec szczelin i koniec marszu mocno pod gore! Jestem już na wysokości ponad 700 m npm. Trasa idzie dalej do góry ale znacznie łagodniej.

Wczorajszy dzień (21.11.2017) był podobny do poprzedniego. Rano biało i brak widoczności a wieczorem słoneczko. Za to dzisiaj - odmiana. Od rana słońce 🙂 a po południu silniejszy wiatr, ok. 25-30 węzłów (do 60 km/h). Wieje z południa czyli w twarz. I znowu sanie robią się jakby cięższe 🙂

Dzisiaj temperatura około minus 18 st. C, ale w słońcu wydaje się, że jest bardziej ciepło. W taką pogodę trudno się odpowiednio ubrać. W plecy grzeje, ale z przodu wyziębia wiatr. Rewia mody.

Najpierw założyłam kurtkę tył na przód. Było lepiej. Ale kiedy wzmógł się wiatr - zrobiło się zimniej, wtedy musiałam kurtę założyć "prawidłowo". I znowu - z przodu zimno. W takiej chwili przydał się zwykły, cienki nieprzemakalny worek włożony z przodu pod kurtkę. Nareszcie - jest optymalnie!

Pozdrawiam widokiem z dzisiejszej przerwy.

Pogoda wydaje się - wymarzona... Jednak potem dołączył zimny wiatr.

Ale dalej - jest pięknie...

- Gośka

Idealna pogoda na przerwę.

22-11-2016_idealna-pogoda-na-przerwe

20.11.2016

080° 05.705S, 080° 23.008W
Dzisiaj (20.11.2016) Odsypiam zaległości. Na razie śpię po 12-10 godzin. Kiedy rano wyglądam z namiotu widzę, że nic nie widać 🙁 Taki zupełny "whiteout".

Dookoła biało, nie ma horyzontu, a "niebo" zlewa się z "ziemią". Wieje solidny wiatr. Ale zwijam obóz i wyruszam. Staram się wykonywać założony plan. Na początku trudno określić czy idę w górę czy w dół. I wydaje mi się, że zastrugi jakby większe niż wczoraj. Ale tutaj pogoda zmienia się szybko. Po południu wygląda słońce. Świat od razu jest piękniejszy...
Pozdrawiam

- Gośka

20-11-2016_bialo 20-11-2016_wieczorem_pieknie

19.11.2016

Przekaz satelitarny z pozycji: 080° 00. 886S, 080° 11.103W
Dzisiaj cały czas mocno pod gore. Zaczynałam od 0 m npm. Teraz jestem już na wysokości na około 530 m npm. Obliczam, że jeszcze dwa dni i będzie bardziej płasko. Chodzi o sanki (pulki) - ponad 110 kg waży więcej pod gore niż po płaskim 🙂
Na razie mam jeszcze było trochę słońca, ale jutro ma padać śnieg. Dzisiaj nikogo nie spotkałam 🙂

Pozdrawiam
G.

19-11-2016_pusto_bialo_pieknie

18.11.2016

080° 00.245S, 080° 06.832W
Pierwsze kilometry do Bieguna za mną. Wczorajszy dzień spędziłam na przeglądaniu sprzętu,  sprawdzaniu czy wszystko jest i pakowaniu juz do pulek (sań transportowych). Dzisiaj ostatni lot. Z Union Glaciar do  miejsca startu,  Hercules Inlet. Lot niewielkim samolotem Twin Otter to mocne przeżycie ('trochę' rzucało). Ale widoki na ośnieżone góry masywu Elswortha niezapomniane. I wszystko dookoła białe 🙂

Pulki (sanie) nie-najlżejsze, ponad 110 kg. Za to pogoda wymarzona na pierwszy dzien. Słońce, wiatr niezbyt mocny kolo 15-20 km/ godz. i ciepło. Zaledwie minus 15 stopni. Korzystając z dobrej pogody poprawiłam kilka linek w namiocie i raczej zostawię tylko jeden komplet masztów. Podwójny utrudnia rozstawianie namiotu , trwa dłużej. A szybkość w przypadku załamania pogody jest ważniejsza. Ciągle trudno uwierzyć że jestem tutaj, że to co się dzieje to nie jest tylko piękny sen. Chciałabym podziękować wszystkim za ogromną pomoc którą otrzymałam. Bez tego wyprawa nie byłaby możliwa. Nie mogę wymienić wszystkich osób,  nie chciałabym nikogo pominąć. A naprawdę nie jest to łatwe. TEAM WYPRAWY to nie 3 osoby, jest ich kilkadziesiąt.

Bardzo, bardzo dziękuje wszystkim za wsparcie. Bez Was nie mogłabym wyruszyć

Pozdrawiam
G.

18-11-2016_start-marszu_pozegnanie-cywilizacji

15.11.2016

UWAGA, UWAGA!
Gocha jest już w drodze na Antarktydę!
O godzinie 15:50 czasu polskiego (11:50 LT) nastąpił start samolotu z lotniska w Punta Arenas na Antarktydę do bazy ALE (Antarctic Logistics & Expeditions) na Union Glacier, usytuowanej u podnóża masywu Vinsona!

Tym samym Gocha rozpoczęła kolejny i właściwy już etap tej niesamowitej przygody. Po 2 latach przygotowań i treningów nadszedł czas by ruszyć w drogę...Antarktyda czeka.

Przy wejściu do samolotu - Małgosia przekazała: "...jestem gotowa, mam nadzieję, że będzie dobrze, ale na wszelki wypadek trzymajcie kciuki." I dodała - "do zobaczenia za 2 miesiące..."

15-11-gocha-i-samolot-ale_2

15.11.2016

Antarktyda, Baza ALE, Union Glacier
"Jest pięknie. Dookoła góry, słońce i słaby wiatr".

W środę w planach spotkanie z koordynatorami w bazie i osobami odpowiedzialnymi za komunikację w czasie marszu, przepakowanie rzeczy po locie tak, by być gotową do startu.
Gocha
15-11-mam-bilet_lece-na-antarktyde_comp

14.11.2016

Ostatnia noc upłynęła na pakowaniu. Wszystko musiało być spakowane i odstawione do bazy ALE do 0850 LT. Działo się.

11.11.2016

A na lodowcu Martial, gdzie było trochę śniegu na trening, było tak.
Miłego oglądania ....i słuchania! Pamiętajcie, w niedzielę w radiu ZET audycja Marzeny Chełminiak Życie jak Marzenie, między 10:00 a 14:00 usłyszycie Gochę.
http://www.radiozet.pl/Radio/Programy/Zycie-jak-Marzenie

11-11-lodowiec-martial_ushuaia_argentyna_comp 11-11lodowiec-martial_namiot

10.11.2016

Po 2 dniach w Punta Arenas - dzisiaj jedziemy na lodowce. Wiatr trochę zelżał. ze 100 km/h na najwyżej 50 km/h.
Wczoraj cały dzień na obowiązkowych warsztatach dot. bezpieczeństwa na Antarktydzie. Dzisiaj wyjazd na trening na lodowcu.
10-11punta-arenas-stolica-wypraw-antarktycznych-z-chile10-11stad-wszedzie-daleko_1

9.11.2016

Tradycja każe pocałować duży palec stopy Indianina, aby zagwarantować powodzenie każdej wyprawy startującej z Punta Arenas. (Inni mówią, że chodzi o zapewnienie powrotu)> Wszystko jedno - Gocha nie ryzykowała i palec ucałowała.

gocha-i-palec-indianina-911

08.11.2016

Gocha już w drodze do Punta Arenas, a może jak to czytacie już jest w Santiago (planowane lądowanie 1005)?
Ale zanim wsiadła do samolotu, w piątek kochani znajomi zrobili jej miłą niespodziankę - w całym tym zamieszaniu i nerwówce trzeba było na chwilę się zatrzymać i po prostu pobyć z przyjaciółmi. A potem było wielkie pakowanie, potem droga do Warszawy i lotnisko Chopina. I w drogę.

O 16:39 czasu lokalnego - ekipa Małgorzaty po 40 godzinach podróży i pokonaniu ponad 15 000 km, dotarła już do Punta Arenas. Miasto Magellana przywitało słońcem, + 12 C i wiatrem do 100 km/h. Wszystkie bagaże i ekwipunek - razem ponad 120 kg dotarły o czasie ! Mimo, że korzystano razem z 5 linii lotniczych.

8-11

Teraz czas na aklimatyzacje, jutro spotkanie i odprawy z organizatorami transportu na Antarktydę i następne kilka dni: finalne treningi na lodowcach.

Nocny spacer po ulicach i parkach. Spotkanie Gochy z przewodnikami Magellana w środku miasta.

07.11.2016

I oto zapowiadana rozmowa:
http://wyborcza.pl/…/7,127290,20932646,pierwsza-polka-wyrus…

Miłego czytania i miłego dnia!

6.11.2016

Do takiej wyprawy trzeba było się solidnie przygotować, nie tylko sprzęt, fizycznie też 🙂 Ostatnie treningi z Jackiem Wośkiem oraz wygrzewanie botków i montowanie sprzętu w Krakowie w serwisie Witolda Gątarskiego.
Miłego słuchania!
6-11 6-11-2

05.11.2016

Najtrudniejszy do opanowania sprzęt - "elektronika" 🙂
Darek Kwak rejestruje, testuje i przekazuje mi wszystkie telefony
> satelitarne, trackery, solary....
5-11

Hop hop szanowni Czytelnicy!
Spieszę przekazać Wam informację, że jutro, tj 06.11.2016 roku,
w Radiu Z, w programie Marzeny Chełminiak: Życie jak Marzenie,
emitowanym w godzinach 10:00 - 14:00 usłyszycie wywiad z Małgosią!

04.11.2016

Do wyjazdu coraz bliżej.
Elektronikę trzeba sprawdzić z check listą:
- panel solarny - check
- power bank z solarem - check
- telefon - check
- trakker - check
- Iridium GO! - check
- power bank nr2 - check
- GPS - check
- .... - check
- .... - check
- itd., trochę się tego nazbierało...

18.10.2016

Chwila dla sprzętu. Na ściance wspinaczkowej u Marty i Pawła testowaliśmy i udoskonalaliśmy metodę wychodzenia z użyciem śrub lodowych. Eksperckich porad udzielali Kazik, Mama Kazika i Tata Kazika
182 18

15.10.2016

Relacja filmowa z wrześniowego treningu na Lodowcu Folgefonna w Norwegii. Z przesympatyczną ekipą i w wyjątkowo słonecznej jak na Norwegię pogodzie 🙂 Następny lodowiec już na początku listopada, w Patagonii w Ameryce Południowej.
https://www.youtube.com/watch?v=_BFEZ3OTy8k

20.09.2016

Rano ze smutkiem pakujemy się do busa. Mimo intensywnych działań podczas poprzednich trzech dni czułam się jak na wakacjach. Atmosfera była fantastyczna no i poznałam przesympatycznych Wojtków i Zbyszka (resztę czyli Piotra i Janusza znam już od dawna). Treningi na lodowcu udane. Rozstawianie namiotu przećwiczone. Tylko trochę mało wiatru było do prób w trudnych warunkach. Wieczorem wylądowaliśmy we Wrocławiu.

16.09.2016

Dzięki Wojtkowi Mandeli poznaliśmy pracujących w Norwegii Zbyszka Galę, instruktora narciarstwa biegowego i Wojtka Justę, który jest maszerem.
Nocujemy u znanego żeglarzom "Larsa" czyli Maćka Sokołowskiego. Rano oglądamy jego jacht "Blue Lady" i dalej w szóstkę, w dwa busy, z dwoma psami jedziemy pod lodowiec Folgefonna. Jutro zdjęcia i próby sprzętu. Pogoda rano ma być dobra a potem zobaczymy.
zdjęcie ekipa projektu

15.09.2016

Wylatujemy do Norwegii na trening lodowcowy. Do ostatniej chwili ściągamy sprzęt i dopinamy różne sprawy wyprawowe. Jeszcze tuż przed odlotem taksówka dowozi nam na lotnisko menażkę z wymiennikiem ciepła, a Adam z Justyną śruby lodowe, kuchenkę i raki. Wreszcie w samolocie można odpocząć.

10.09.2016

Wreszcie wybrnęłam z początkowej fazy przygotowań. Zaczyna przychodzić do mnie zamawiany sprzęt. Odebrałam namiot. Pierwsza próba rozstawiania odbyła się w ogrodzie. Muszę jeszcze poćwiczyć rozkładanie go na silnym wietrze. Znalazłam dobry film szkoleniowy na Youtubie.

https://www.youtube.com/watch?v=3eFAyKMz314